Wracamy na tegoroczną, 15. galę Nagrody Literackiej GDYNIA, którą zainaugurowała przewodnicząca kapituły Agata Bielik-Robson. Podczas wieczoru w Muzeum Emigracji w Gdyni wysłuchaliśmy również laudacji poświęconych czterem kolejnym kategoriom: esejowi, poezji, prozie i przekładowi na język polski. Teksty wygłoszone przez poszczególnych członków kapituły, zamieszczamy na naszej stronie. 

 

Agata Bielik-Robson i laudacja ogólna: 15. Nagroda Literacka GDYNIA

Rok temu zmarł Harold Bloom: być może największy amerykański krytyk literacki, a zarazem autor teorii twórczości opartej na „poetyckim agonie” czyli zmaganiu się młodszych poetów ze starszymi, którego celem jest kreacja nowego i oryginalnego idiomu. Zanim jednak zmarł fizycznie, poniósł śmierć symboliczną w sferze debaty publicznej – został, jak to się dziś mawia w kręgach radykalnych, „anulowany”. Akcja pt. cancel Harold Bloom toczyła się już w latach osiemdziesiątych na akademickich campusach avant la lettre, zanim jeszcze została nazwana wprost cancel culture. W tym też sensie jest Harold Bloom pierwszą ofiarą mordu symbolicznego: usunięcia z debaty autora, który został uznany za niewygodnego przez obie strony właśnie co ropoczynającej się wówczas wojny kulturowej. Prawica nigdy nie uznała Blooma za swojego, bo za dużo w nim było dekonstrukcji, którą kręgi alt-rightu uważają za „myśl zdegenerowaną” – lewica zaś zwalczała go jako obrońcę elitarnego przywileju, który ucieleśniał Bloomowski ideał „silnego poety”. I faktycznie, Bloom potrafił mówić publice rzeczy, których nie miała ochoty słyszeć (zgodnie ze znaną i absolutnie słuszną zasadą George’a Orwella). Choćby w przypadku niezwykle poczytnej autorki Harry Pottera (dziś też zresztą mającą kłopoty z anulantami), której Bloom wystawił najkrótszą recenzję świata: „Czy dziesięć milionów czytelników na całym świecie może się mylić? – Tak”. Gdyby żył, w ten sposób zapewne zrecenzowałby także niezwykle popularną w necie modę wszech-anulowania, której największym – jeśli nie jedynym – argumentem jest wspierająca ją liczebnie masa, wciąż żądająca nowych głów „arystokratów kultury”.

Hegel opisał Rewolucję Francuską w okresie jej największego terroru jedną frazą: „furia zniszczenia”. Trudno oprzeć się wrażeniu, że to samo dzieje się dziś – tyle że w sferze symbolicznej. Harold Bloom był pierwszym intelektualistą publicznym, który zwrócił uwagę na destrukcyjne zapędy „partii resentymentu” – nic więc dziwnego, że też jako pierwszy padł jej ofiarą. Pod tym pojęciem rozumiał on tych wszystkich, którzy chcą zająć miejsce starych elit, jednocześnie uchylając się od agonu, czyli realnego starcia na myśli i argumenty. Anulując agon, ludzie resentymentu pragną bowiem prostej wymiany generacyjnej, wyłącznie na zasadzie biologicznego następstwa pokoleń. To jednak nie ma nic wspólnego z rzeczywistą sukcesją kulturową, gdzie jedyną racją powinien być „indywidualny talent” i merytokratyczny mechanizm jego wspierania. Nawet jeśli ten ideał pozostaje daleki od spełnienia i merytokracja w świecie kultury nie działa tak, jak powinna, nadal jednak pozostaje ideą regulatywną. Jej unieważnienie w niczym kulturze nie pomaga; przeciwnie, całkowita kasacja zasady talentu jako przywileju nieuchronnie wiedzie do jej śmierci.

Po co wspominam Harolda Blooma? Nie tylko dlatego, że był moim ulubionym myślicielem. Coś bardzo złego dzieje się w sferze kultury, także w Polsce. Ataki na starszych tylko z tego powodu, że są starsi i jako „żenujący boomerzy” nie ogarniają świata młodych, należą do świata biologii, nie sfery kulturowej. A człowiek to podobno homo symbolicus – choć ostatnio symboliczna w jego wydaniu bywa głównie przemoc.

Nagroda Literacka Gdynia to strefa wolna od przemocy, ale wcale nie wolna od agonu. Spieramy się w niej twardo i o wszystko. Ale nigdy nikogo nie unieważniamy.

 

W kategorii esej laudację wygłosili przewodnicząca kapituły Agata Bielik-Robson i członek kapituły Adam Lipszyc. Nagrodę w tej kategorii otrzymała Urszula Zajączkowska za książkę “Patyki, badyle.”

Potęgą eseju jest to, że nie trzyma się sztywno żadnego systemu: jest gatunkiem najbardziej liberalnym, bo wyraża się w nim wolność od dogmatu, a zarazem wolność do dyskusji – ze wszystkimi, nawet z tymi, z którymi nie chciałoby się rozmawiać, i o wszystkim, nawet o tym, o czym zwykle chciałoby się zapomnieć. Esej zatem to literatura, która jednocześnie pełni bardzo ważną rolę w debacie publicznej. Wśród nominowanych przez nas pięciu pozycji znalazły się dwie, które się tej roli podjęły. Jedna to niezwykle udana próba szczerej rozmowy z ludźmi, którzy wzbogacili się na żydowskiej krzywdzie: tytuł tego eseju odnosi się nie tylko do procederu pozyskiwania żydowskiego złota – to także unikatowa metoda samego autora, który poddaje cierpliwej płuczce złogi dawno nieporuszanej pamięci i sumienia swoich rozmówców, by osiągnąć na koniec efekt trzeźwej, niedramatycznej katharsis. Drugi to osobista rozprawa o dylematach postępu, który nieustannie przypomina nam o rewersie najszczytniejszych ideałów, czyli przemocy – a także o tym, jak trudno jest do dążenia do wolności i równości dopisać pragnienie braterstwa jako nade wszystko woli porozumienia. W istocie głównym tematem wszystkich nominowanych esejów jest właśnie – rozmowa. W jednym z nich autor konwersuje ze swoim wewnętrznym fantazmatem: Rosją wyobrażoną, którą poddaje testowi realnego na swój własny, osobny sposób, nie ulegając zewnętrznej presji ani rusofilii, ani rusofobii. W innym z kolei badacz kina, kierując uwagę nie tyle na ekran, ile na widownię, subtelnie, mądrze i spokojnie rozmawia z nami o przedwojennej Polsce, unikając zarówno jej idealizacji, jak i nazbyt prostych oczernień.

Ktoś inny wreszcie, w prawdziwie eseistycznym duchu, zrezygnował z asfaltowych dróg języka i błąkał się po jego bezdrożach. Owszem, pakował się w kłopoty, ale przecież było warto. Bo tylko wędrując po nieoczywistościach, ów ktoś mógł opowiedzieć o pewnej fascynującej rozmowie, która toczy się wokół nas. Tę rozmowę całym swoim istnieniem prowadzą nieludzkie, ale przeważnie łagodne istoty, które bez ustanku odpowiadają na zagajenia wiatru, deszczu, mrozu, ognia czy grawitacji, a te odpowiedzi zapisują się w kształcie ich ciał. Trzeba było wspaniałej fuzji uczoności i wrażliwości, żeby nie tylko o tej rozmowie opowiedzieć, lecz także zanotować jej skrawki – tak byśmy mogli rozważyć, czy nie warto nauczyć się choć paru zdań w tym dziwnym, a przecież arcypowszechnym języku. Mając na uwadze to wielkie osiągnięcie postanowiliśmy, że Nagrodę Literacką Gdynia w kategorii esej otrzyma w tym roku Urszula Zajączkowska, i to za książkę Patyki, badyle.

 

Laudację w kategorii poezja wygłosili członkowie kapituły: Eliza Kącka i Jerzy Jarniewicz. Literacką Kostkę odebrał laureat Tomasz Bąk, nagrodzony za tom poetycki „Bailout”.

Kilka tygodni temu znana nam dobrze i tu obecna, Barbara Klicka, oraz ceniony w wielu kręgach, także gdyńskich, Adam Lipszyc, napisali tekst o nieprzyzwoitości człowieka przyzwoitego. Człowiek taki, pisali, „jest spokojny, lub spokój udaje, o zachowanie spokoju nieustannie apeluje, w obliczu konfliktu mówi o liberalnych cnotach normalności, umiaru i rozsądku, i o niebezpieczeństwach radykalizmu. Napieszcza się tą swoją tolerancją”, a jednocześnie odmawia innym pełni praw lub na taką odmowę przyzwala.Otóż poeci, których nominowaliśmy, są ludźmi mocno nieprzyzwoitymi. Pan Bąk nieprzyzwoity, Pan Góra nieprzyzwoity, Pani Lubińska nieprzyzwoita, Pan Mokry nieprzyzwoity, Pani Oparek nieprzyzwoita.

Nie będę owijał w bawełnę: nominowane wiersze to głos piątki nieprzyzwoitych, którzy burzą nasz spokój, nie wyrażając zgody na dyktat normalności [służącej za przykrywkę dla hipokryzji, wyzysku i przemocy]. Są nieprzyzwoici, bo nie dają się zwieść tym, którzy mówią, że wszystko gra. Są nieprzyzwoici, bo plamią świętą i wzniosłą mowę liryki, a ich poezja jest, tak!, brudna i wybrakowana, zgrzytliwa i, fe, co za brzydkie słowo, po-li-tycz-na. A przede wszystkim – istotna.

Bailout

Tytuł Bailout znaczy wymknąć się za kaucją albo: skoczyć ze spadochronem. Zatem „skoczyć ze spadochronem za kaucją”. I to jest właśnie definicja poezji. Życie to wieczne żebranie o kaucję, a pisanie wiersza – błysk świadomości, że spadochron się nie otwiera.

Świergot

wzgardliwym stosunkiem do literatury zaangażowanej, do pub-

i do wszelkich objawów generalizacji.

nie próbuje krytykować stosunków społecznych i nie przynosi w zę-

zawiera o wiele mniej idei niż owe wulgarne

styl i struktura są esencją tej książki, wielkie idee to

rzeczywistość sama w sobie jest nieosiągalna, a sztuka to

nigdy nie zbliżysz się dostatecznie

Mocne skóry, białe płótna

Poemat obudowany zbiorem pod tym tytułem ma za treść mit  r o z ł o ż y c i e l s k i, czyli kronikę obrzędu przejścia pokolenia lat ’90 od czegoś do niczego – od głupich złudzeń aż po rytualne zaklęcie –„parahiszpańskie, półłacińskie słowo”, w którym spełnia się i wyraża los zbiorowy Polaków. Słowa tego nie wypada cytować.

Kalendarz majów

Majowie (proszę uprzejmie nie mylić ich z kwietniami) mieli bogów okrutnych i to ich spokrewnia z Polanami. Na przykład taki miłościwie nam dziś panujący Swaróg, bóg hejtu, specjalista od donosów i targania za szczęki. To on właśnie monologuje w wierszach Góry o swym lubym ludzie, a w masce majańskiej dlatego, że nikt nie wie, jak wyglądał. Ale z głosu świetnie go znamy.

Nareszcie możemy się zjadać

Odwrócenie nadaje wartość każdej rzeczy. To, co składa się na świat ludzki, w perspektywie kosmicznej wiedzie do metamorfoz – historii form, które wzrastają i giną. Nasze obietnice i pożegnania, trwanie i złożoność, rozkwitania i samotność przedzierają się przez słowa i trwają tylko tak długo, jak długo są głosem.

Tych pięć nominowanych książek rzuca wierszem wyzwanie nie jakiejś abstrakcyjnej, proszę wybaczyć, rze-czy-wi-sto-ści, ale naszemu tu i teraz, światu, za który ktoś konkretny odpowiada, w który ktoś konkretny z zyskiem inwestuje, jednych upośledzając, innych obdarzając przywilejami.

Przekonują mnie – może nas? – także o czymś jeszcze. Że słowo w wierszu, dlatego że jest w wierszu, nie musi być bezczynne. Słowo w wierszu, dlatego, że jest w wierszu, nie musi być ani głuche, ani ślepe, ani w siebie zapatrzone.

Nierzadko, jak w nagrodzonej przez nas książce, wyrasta z twórczej mieszanki gniewu, rozpaczy, bezradności, sprzeciwu, nadziei.

Wiersze z tej książki nie dadzą się zawłaszczyć, bo mimo swojej polityczności nie są na niczyjej służbie. Są poezją świadomej transgresji i ekscesu, zachwycają i niepokoją zarazem. Szukają dla siebie miejsca między metaforą a bezpośredniością, na traktat nakładają wyznanie, w racjonalności odkrywają szaleństwo, unieważniają granicę między tym, co publiczne, a tym, co osobiste.

Są zapisem podróży poety przez kolejne kryzysy: gospodarcze, językowe, mentalne, osobiste, ku niemożliwej utopii, jako anarchicznemu i autsajderskiemu wymiarowi wolnej, świat przez słowo przekształcającej, wyobraźni.

Są wiersze, które zadają pytania i tkwią w bezruchu. Pies je trącał.

Są wiersze, które maszerują i pytań nie zadają. Krzyż im na drogę.

Są wiersze, które nie stoją w miejscu, idą, zadając pytania.

Te wiersze nagrodziliśmy.

To „Bailout” Tomasz Bąka.

 

Laudację na rzecz prozy wygłosili członkowie kapituły Zbigniew Kruszyński i Aleksander Nawarecki. Laureatką w tej kategorii, XV. Nagrody Literackiej GDYNIA, została Dorota Kotas, uhonorowana za zbiór opowiadań “Pustostany”.

“Rok był wyjątkowo łaskawy dla prozy, nie pamiętamy takiej obfitości mocnych kandydatur godnych nie tylko nominacji, ale nagrody. Trudny był zatem wybór finałowej piątki i trudności nie zniknęły przy wyborze zwycięzcy. Każdy zasługuje na nagrodę, i nie jest to truizm, bo każdej książce należałoby się przekonujące i wystarczające uzasadnienie triumfu.

Najbardziej subtelna i wyrafinowana, a może też najgłębsza, bo głęboko sięgająca w traumy dzieciństwa byłaby opowieść „zdrojowa” i dziennik sanatoryjny razem. (Barbara Klicka, Zdrój)

Najbardziej niesamowita zdaje się natomiast historia warszawskiego Robinsona, dziewczyny zamieszkującej opuszczoną ruderę w pobliżu placu Szembeka, jakby współczesny remake powieści gotyckiej. (Dorota Kotas, Pustostany)

Najbardziej profesjonalna narracyjnie i fabularnie jawi się – a jakże – dokonanie debiutantki, która w małej książeczce potrafiła zmieścić 13 intrygujących historyjek z życia młodej kobiety, tak kolorowych, tajemniczych i atrakcyjnych jakby wyjętych ze snu. (Katarzyna Michalczak, Klub snów)

Ale najdoskonalsza językowo, wręcz olśniewająca stylistycznie, pełna genialnych zdań jest seria opowiadań o podróżach podróżnika cierpiącego na podróżomanię. (Wojciech Nowicki, Cieśniny)

Wreszcie rzecz najbogatsza literacko: tu wskazujemy na powieść historyczną o znamionach baśni, prozy poetyckiej, ballady ludowej, magicznego realizmu, fantasy, mitu opiewającego region a nawet political fiction i równocześnie – popularnej „czytanki” dla młodzieży. Przebogaty jest wachlarz aluzji – do folkloru, do Słowackiego i Sapkowskiego, Jasieńskiego i Nowaka, czy kogo tam jeszcze… (Radek Rak, Baśń o wężowym sercu albo wtóre słowo o Jakóbie Szeli)

A kto zwyciężył?
Pewne wskazówki znajdujemy w tekście. Zacytujmy: „Kiedy nie mam już na nic pieniędzy, staram się znaleźć taką pracę, która nie wymaga wychodzenia z domu (…), oglądania kogokolwiek, wykonywania niepotrzebnych ruchów, używania głosu do mówienia, ubierania się w coś innego niż piżama, wstawania, zastanawiania się, bycia uprzejmym, słuchania niepotrzebnych dźwięków (…) ani nawiązywania kontaktów z rzeczywistością. Taka praca to na przykład wygrywanie konkursów literackich z nagrodami finansowymi. (…) Kiedy formuła konkursu wymaga osobistego pojawienia się na gali finałowej, można spróbować wynająć sobowtóra, który wygłosi zastępczo przemówienie o tym, skąd ma tyle wyobraźni”.

Za czułą archeologię resztek po PRLu, za raport z pustostanów samotnego ciała, zdania bez pustych przebiegów, za bezbłędne poczucie humoru, które jest tylko rewersem poczucia tragizmu, za ironiczny hymn prekariatu – nagrodę otrzymuje Dorota Kotas.”

 

Czas na przekład na język polski. Laudację w tej kategorii wygłosili Adam Lipszyc i Tomasz Swoboda. Laureat, Piotr Sommer, nagrodzony za przekład zbioru wierszy “Co robisz na naszej ulicy” Charlesa Reznikoffa nie mógł być z nami na miejscu w Muzeum Emigracji w Gdyni.

“W styczniu 2014 roku w obwodzie swierdłowskim 53-letni profesor literatury, wielki miłośnik poezji, zasztyletował swojego 67-letniego kolegę, który twierdził, że jedyna prawdziwa literatura to proza. W naszych przekładowych nominacjach proza też idzie w zapasy z poezją. Chcąc uniknąć rozlewu krwi, nominowanych w tej kategorii przedstawimy więc nie w porządku gatunkowym, lecz alfabetycznym, kłaniając się tym samym ubiegłorocznej laureatce.

Wspomniany rosyjski profesor przyklasnąłby zapewne nominacji dla Wawrzyńca Brzozowskiego za nowe tłumaczenie drugiego tomu Proustowskiego Poszukiwania – tomu, który nosi teraz tytuł W cieniu rozkwitających dziewcząt. 550 stron drobnym drukiem to bez wątpienia prawdziwa literatura, a w porównaniu do przekładu wielkiego Boya – zupełnie nowa książka, w której Proust brzmi krystalicznie czysto i na dodatek zrozumiale dla współczesnego czytelnika.

Leszek Engelking dał nam z kolei wybór poezji jedynego – aż nie chce się wierzyć – czeskiego laureata literackiej Nagrody Nobla. Tłumacz Pounda, Yeatsa, Lorki i Nabokova uważnie wsłuchał się w zmienny, meandrujący przez ponad 60 lat poetycki głos Jaroslava Seiferta, i oddał w polszczyźnie całe bogactwo jego faktury, od awangardowego krzyku po melancholijną chrypkę.

Litera F jest w alfabecie tuż za E, lecz nie zraziło to Grzegorza Franczaka, który swoją niespożytą pisarską energię skupił tym razem na poetyckich eksplozjach Giuseppe Ungarettiego. W polskiej wersji Radości katastrof, w jej leksykalnej inwencji i składniowej pewności wyraźnie słychać wystrzały wielkiej wojny, ale przytłumione już poetyką nocy, snu, samotności i nostalgii.

Szczęśliwie się złożyło, że na literę H, I, J oraz K mamy wśród nominowanych tylko Beatę Kubiak Ho-Chi, gdyż w przeciwnym razie musielibyśmy zdecydować, który człon nazwiska wybitnej japonistki uznajemy za najważniejszy. A tak możemy po prostu powiedzieć, że wczesna powieść Yukio Mishimy jest dzięki jej przekładowi – w którym młodzieńczym rozterkom odpowiada subtelny, po ludzku szczery język, przywodzący na myśl klasyków powieści inicjacyjnej – jednym z literackich objawień ubiegłego roku.

Kolejna z tych świetnych i świetnie przełożonych książek to powściągliwy lament o życiu w wielkim mieście. Na metropolię i jej mieszkańców patrzy się tu z perspektywy bardzo prywatnej i mniejszościowo ukośnej. Autor tej książki długo cyzelował swoje rzeczy, pracowicie eliminując poetyczność na rzecz czystej poezji – mikrologicznej obserwacji i ściszonej emocji, pomieszczonej w samej melodii pisania. Nie inaczej autor przekładu, który swoje tłumaczenia rafinował długie lata, tak by najprecyzyjniej pochwycić w polszczyźnie tę ukośną prywatność, mistrzowską detaliczność i najdyskretniejszą uczuciowość.

Ostatecznie wyszła mu po prostu jedna z najpiękniejszych książek, jakie ukazały się w zeszłym roku po polsku. Książka, której lektura ma szansę dopomóc niejednemu z piszących dziś w tym przesławnym języku, tak jak niejednemu z nas tutaj stojących i siedzących tłumacz tej książki nieraz dopomógł złapać choćby odrobinę trafniejszy ton. I chyba nie ma się co już dłużej czaić: Nagrodę Literacką GDYNIA za rok 2019 w kategorii przekład otrzymuje Piotr Sommer za tłumaczenie książki Charlesa Reznikoffa Co robisz na naszej ulicy.”